Wojciech Czarniecki: Kręte ścieżki pieniądza

W poprzednim artykule „Kto niszczy miejsca pracy?” wskazałem na źródła chronicznego bezrobocia. Ono jednak nie jest jedyną bolączką trapiącą współczesne rządy. Jak słusznie ktoś zauważył: rząd rozwiązując jeden problem tworzy za jednym zamachem kilka nowych.

By zneutralizować desperacje bezrobotnych i zarabiających głodowe pensje, rządy tworzą systemy wsparcia. Dokonuje się ono w ramach rozbudowanej konstrukcji. Z jednej strony, oceną powodu braku zatrudnienia oraz stan zamożności, muszą zająć się dodatkowi urzędnicy, co przy okazji zmniejszy bezrobocie. Z drugiej strony, jeśli ocena zamożności ma być wiarygodna, to powinna być dwojako udokumentowania: raz przez podatnika w formie deklaracji, drugi raz przez przedsiębiorstwo, a to musi wykonać dodatkowy pracownik ale już w zakładzie, zliczający z list płac sumaryczne kwoty.

Na to wszystko należy znaleźć pieniądze, a przecież cała rozbudowana sfera budżetowa ich nie zarabia tylko konsumuje, realizując różne pomysły biurokratów.

Jedyne realne pieniądza wpływają do budżetu od tych co jeszcze coś produkują i sprzedają, pozostali płacą podatki zapewne po to by wydawało im się że coś użytecznego wykonują ( jest to faktycznie przekładanie pieniędzy budżetowych z jednej kieszeni do drugiej).

Postępujące obciążenia finansowe sprawiają, że wszyscy ci których przychody nie pokrywają zwiększonych podatkami kosztów, muszą zamknąć interes i próbować zatrudnić się w tzw. budżetówce. Istotne jest to, że rynek zostanie zubożony o usługi i produkty które wcześniej wytwarzali. Pozostali na rynku producenci pozbawieni zostają istotnej nadwyżki, z której mogli by zasilić fundusz inwestycyjny. Znaczne podatki spłaszczają realne kwoty będące do dyspozycji przedsiębiorców gdyż naliczane w formie stawki procentowej, zdejmują z największych dochodów najwięcej (CIT) i powodują największy wzrost ceny w wyrobach najdroższych (VAT, akcyza) co wpływa na spadek popytu na nie, a tym samym i dochodów. Zmniejszenie łącznych oszczędności, przełoży się na wyższe stopy rynkowe. Głęboki drenaż przedsiębiorstw lokalnych jest na rękę międzynarodowym korporacjom, gdyż same potrafią tak kształtować politykę firmy ( ceny transakcyjne, lobbing finansowy, rozliczenia z tytułu praw autorskich, pozornych usług itp.), że zwykle nie płacą podatków, stając się w ten sposób bardziej konkurencyjnymi w porównaniu z lokalnymi przedsiębiorcami.

Gdy pojawi się cykliczna recesja, większość firm, albo będzie ratować się kredytami obrotowymi, tak by dotrwać do czasu ożywienia gospodarczego, albo obniżą ceny do poziomu kosztów zmiennych co wypłucze resztki kapitałów. Początek ożywienia nastąpi gdy bankom uda się częściowo ściągnąć a częściowo umorzyć niespłacone kredyty i w niemałej części skorzystać z tzw. luzowania ilościowego zastosowanego przez bank centralny. Teraz ożywczy deszcz pieniędzy, popłynie do wyposzczonych przedsiębiorstw oraz klientów, którzy pozbyli się części długów. Niskie stopy procentowe zachęcają do inwestycji na kredyt. Spodziewany efekt dźwigni finansowej, daje nadzieję na odbudowanie kapitałów firmy, a konsumentom spodziewane podwyżki płac, przywracają wiarę we wzrost stopy życiowej. Choć optymizm jest podstawą wszelkiej aktywności to chłodna ocena nie wypada tak różowo. Zadłużone rządy, samorządy, przedsiębiorcy i obywatele to permanentny stan w jakim tkwią współczesne państwa. Kapitały spekulacyjne żywią się długiem, już trzykrotnie przewyższającym wielkość produktu światowego. W atmosferze coraz większego ryzyka, skupują nawet śmieciowe aktywa byleby dawały jakiś procent zysku. Bo kapitał nie inwestowany, za przyczyną postępującej inflacji, traci na wartości, więc pożycza się nawet potencjalnym bankrutom, na wysoki procent, który ma pokryć ewentualne straty. Jak to się dzieje, że mimo ogłaszanych cyklicznie strat, wielkość długu na świecie rośnie?. Załamanie gospodarcze, powoduje w pierwszym rzędzie gwałtowny spadek wartości aktywów. Przejmowane za niespłacalne długi , zabezpieczenia hipoteczne, po wyjściu z recesji są warte o wiele więcej niż poniesione straty, tym bardziej, że część strat udaje się upchać rządom. Spekulant George Soros pokazał jak buduje się fortunę na krachach finansowych, przez co dał dostateczny argument by objąć ścisłą kontrolą przepływy kapitałów krótkoterminowych.

Utwierdza mnie w tym przekonaniu przykład Chin, które od momentu, gdy około 37 lata temu, postawiły na wolną wymianę dóbr ( z pełną kontrolą przepływu kapitałów) do chwili obecnej nie zaznały kryzysu – wieszczonego przez ekonomistów głównego nurtu – a rozwijały się ze średnim tempem około 9% rocznie gromadząc nadwyżkę z eksportu równą 3 bilionom dolarów. Za jednym zamachem, zakwestionowały mit, że tylko demokracja zapewnia wzrost gospodarczy. Potwierdziły tym samym słuszność „twierdzenia niemożliwości” Arrowa, który analizując problem realizacji społecznych preferencji w demokracji otrzymał wynik, że tylko oświecony dyktator może spełnić społeczne oczekiwania.

Oczywiście, wolność gospodarcza nie gwarantuje wolności osobistej i może przekształcić się w „pluszowy” zamordyzm tłumiący rozwój jednostki jako osoby. Jednak osoba spostrzegawcza, postawi pytanie w czym różni się dyktatura od zalewającej nas fali poprawności politycznej z wciskanymi nam na siłę wzorcami kulturowymi.

Na tym tle wypada omówić fenomen ożywienia gospodarczego u nas, po „uszczelnieniu” podatków. Defraudowane pieniądze transferowane były gdzieś do rajów podatkowych, tak by dociekliwi nie byli w stanie je namierzyć. Gospodarka z wyciekającymi pieniędzmi dusiła się, więc skierowanie ich na rynek krajowy, musiało ją pobudzić. Jak słusznie uważają ekonomiści austriaccy, ważne jest którędy pieniądz wpływa na rynek. Program 500+ obejmuje znaczącą grupę społeczną a co ważniejsze przebiega ona przez wszystkie warstwy społeczne, więc efekt inflacyjny choć widoczny nie jest jeszcze znaczący, bo wzrost popytu skierowany był szeroką ławą na różne dobra.

Z przyczyn biologicznych przyrost wypłat związanych z tym programem będzie względnie proporcjonalny do przyrostu gospodarki, uzupełniając niezbędny pieniądz transakcyjny. Jednak forsowanie wydatków, zamiast sukcesywnego obniżania obciążeń podatkowych, nie pobudzi inwestycji. A to inwestycje zwiększające wydajność, gdy brakuje rąk do pracy, zapewnią długofalowy wzrost nawet przy zawirowaniach w skali globalnej. Bez konkurencyjnych płac, nasi najzdolniejsi pracownicy będą wspierać rozwój obcych gospodarek, skazując nas na pułapkę średniego rozwoju. Wzrost wydajności to wypieranie prostych monotonnych prac, to lepsza organizacja uzupełniana dobrze wykwalifikowaną kadrą (reforma szkolnictwa). Nowoczesne technologie choć oparte są o wysoko specjalistyczny kapitał produkcyjny, to nawet przy niewielkiej skali dają dużą stopę zwrotu. Mimo, że nie jestem zwolennikiem interwencjonizmu, to w obliczu agresji gospodarczej ze strony międzynarodowych korporacji, spychający naszych przedsiębiorców do roli producentów podzespołów, przyjęty program wspierania rodzimych przedsiębiorców ma uzasadnienie. Jednak wsparcie nie będzie skuteczne jeśli nie zdejmie się dławiącego gorsetu szczegółowych regulacji.

Również rozbicie kast korporacyjnych, jest pilnym zadaniem, gdyż bronią one dostępu świeżym, lepiej wykształconym, pozbawionych rutyny i zdolnych do nowatorskich kreacji kadrom. Rozszczelnienie sieci monopoli okopanych za „wytargowanymi” regulacjami prawnymi, będzie kosztowne i rozciągnięte w czasie. Wygląda na to, że przynajmniej rolnicy zrozumieli, iż jedynym sposobem na uwolnienie się od dyktatu cenowego pośredników, jest tworzenie wspólnych zakładów przetwórczych. Sądzę, że spółdzielczość jest tu najlepszą formą, bo wiąże dostawcę z wytwórcą uodparniając producentów na wrogie przejęcia. Ale nie bądźmy naiwni; ktoś kto wstawił nogę w drzwi nie cofnie ją tylko dlatego, że go ładnie poprosimy.

Wojciech Czarniecki

3.11.2017

Przeczytaj też: