Wojciech Czarniecki: Od Chestertona do Hayeka

p01gzym2

Od Chestertona do Hayeka

 

Czytając świetny artykuł Macieja Wąsa „Nie wiadomo co, czyli demokracja”, w którym szeroko komentuje argumentację Chestertona za bezpośrednimi rządami ludu, objawiła mi się pozornie odległa zbieżność z uzasadnieniem Hayeka dla pozostawienia decyzji gospodarczych ludziom parających się wytwarzaniem i wymianą. Po zastanowieniu, nie znalazłem żadnego powodu dla którego twierdzenia o wiedzy rozproszonej nie można by rozciągnąć na decyzje polityczne. W tej materii również to co najlepiej sprzyja społeczności jest wyznaczone przez czynniki lokalne. Bezpośrednia interakcja między jednostkami kształtuje przekonania i nie ma znaczenia, że niektóre z nich mogą okazać się tylko w części prawdziwe.

Zaakceptowana mitologia jako oś tradycji i kultury lokalnej wyraża duchowe potrzeby społeczności, one to stanowią kontekst, na którego tle utrwala się to co akceptowalne, w przeciwieństwie do tego, co zaburza dążenie do harmonii między jednostkami, i do tego co ogranicza ich wolność tam, gdzie wolności innych nie są zagrożone.

Wiedza kumulowana lokalnie jest zawsze specyficzna, bo warunki ją kształtujące są też specyficzne – co często znajduje wyraz w folklorze – i nie może być ona uświadomiona nawet przez najbardziej wnikliwe i oświecone centrum, które w praktyce musi opiera się o, lepiej lub gorzej zrekonstruowane, uśrednione potrzeby podległej mu ludności. Zarówno jednostki, jak i większe skupiska lokalnej ludności dysponują wiedzą oraz posiadają potrzeby, które w dużej części nie są werbalizowane. Toteż, im mniejszy obszar obejmuje swymi decyzjami suweren, tym bliższe są one rzeczywistym potrzebom poddanych. W tej roli najlepiej sprawdzają się demokracje bezpośrednie, bowiem wymuszają – zgodnie z zasadą subsydiarności – szeroką autonomię władz lokalnych. W społecznościach tak uformowanych nie ma miejsca dla elit pogardzających własnym zapleczem. Tak, jak klasyczny sprzedawca wyłaził ze skóry by dogodzić klientowi – w przeciwieństwie do sprzedawców z hipermarketów- tak politycy i ludzie kultury, faktycznie uzależnieni od opinii swych wyborców, będą kształtować prawo lokalne (twórczość lokalną) w zgodzie z oczekiwaniami większości. Elity często uznają milczenie mas za przejaw aprobaty, a faktycznie bierze się ono z niechęci do zmian, z przekonania opartego na doświadczeniu, iż zmiany rzadko zmieniają cokolwiek na lepsze. Ale istnieje granica tej tolerancji, którą najczęściej zadufana w sobie i pogardzająca bezmyślnym tłumem władza prędzej niż później przekracza. Oszukiwane, niedoinformowane masy wnioskują z faktów, które ich dotykają i przeczą oficjalnej propagandzie, które tworzą klimat beznadziei zmuszając do działań niechcianych, gwałcących etykę i poczucie godności. Gdy system premiuje wypranych z emocji psychopatów, za parawanem rządów prawa rośnie bagienko korupcji, rozpasane sobiepaństwo przenika do wszystkich struktur państwa.

Jak słusznie zauważa p. Maciej Wąs, Chesterton przekonany był, że

Społeczeństwo, w miarę, jak staje się coraz większe, wymaga coraz bardziej złożonych – i, w związku z tym, uwikłanych w coraz więcej rodzajów pośrednictwa – struktur władzy. Instytucja reprezentacji, nazywana przezeń w Krótkiej historii Anglii ideą „pół-sakramentalną”, niesie ze sobą niebezpieczeństwo zdominowania jej przez ludzi wpływowych i potrafiących kierować nią za kulisami przez siatkę personalno – finansowych zależności, przysług i ciemnych interesów.

Co więcej Chesterton nie wielbi bożka demokracji stwierdzając

wyłącznie różnica natury werbalnej zachodziłaby między cesarzem a republiką, a nawet parlamentem a brakiem parlamentu. Dla niego `cesarz` oznaczał po prostu `despotyzm`; nie dowiedział się jeszcze, że `parlament` może oznaczać po prostu `oligarchię`.”

Znacznie wyprzedził w czasie dowiedzione przez Arrowa twierdzenie o niemożności, z którego wynika, że to nie demokracja a jedynie oświecony despota jest w stanie poprawnie realizować oczekiwania społeczne.  Współczesny demo-liberalizm nie jest ani demokratyczny, ani liberalny; to reżyserowany parawan dla rządów sterowanych zza kulis przez oligarchię finansową. Dylemat, co lepiej przysłuży się społeczeństwu: rządy demokratyczne czy autorytarne da się rozstrzygnąć jedynie w kontekście konkretnej sytuacji społecznej. Społeczeństwa słabo zintegrowane, pozbawiane zdolności do spontanicznej samoorganizacji wokół pojawiających się problemów, wymagają rządów autorytarnych. Potwierdza to fakt, że wszystkie kraje, które rozwijały się w nieprzeciętni szybkim tempie, miały autorytarne rządy. Natomiast stabilność i równowagę wewnętrzną zapewniają demokracje bezpośrednie (Szwajcaria), dlatego systemy autorytarne, po osiągnięciu pewnego poziomu rozwoju, ewoluują do systemów demokratycznych.   Wygląda na to, że poza etyką pozostałe prawa regulujące relacje międzyludzkie są warunkowe, tzn.: dopiero kontekst rozstrzyga, co należy wspierać i w jaki sposób. Nadto uważam, że unormowania prawne powinny być ostatecznością (koszty egzekucji), to wychowanie i wykształcenie nawyku przestrzegania norm społecznie akceptowanych, powinny być podstawą ustanowionych relacji społecznych i przestrzeganie tych norm powinno decydować o statusie społecznym jednostki.

Wojciech Czarniecki,

17.10.2016 

Przeczytaj też: