Michał Kmieć: Bogacz i biedak w świecie Chestertona

GKC zasłynął z obrony osób biednych. Nie miał zbyt dobrego zdania o ówczesnych bogaczach. Każdy człowiek pomimo, iż jest osobą unikalną, nabywa także cech środowiska w którym przebywa. Chestertonowski opis ludzi bogatych i biednych jest zatem niczym innym, jak próbą opisu powszechnych zwyczajów i zachowań tych grup.

Według Apostoła Zdrowego Rozsądku biedni zachowali swoistą godność i wolność, której nie są w stanie pojąć osoby żyjące w nieustannych knowaniach, obracające się w świecie nieuczciwości i fałszywej życzliwości. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (Mt 19,24). Stąd protesty robotników- mawia. Robotnicy nie strajkują z powodu niskich płac, lecz płac niegodziwych. To, co sprawia, że wolny człowiek, mający swoją tożsamość, obyczaje i tradycje, zaczyna się burzyć i to nie sam, lecz we wspólnocie podobnych sobie, jest po prostu fakt, że pracodawcy i państwo uderzają w jego godność, jako człowieka.

Bogaci natomiast w przeciwieństwie do biednych są anarchistami. „Zawsze ten sam błąd, który nas łudzi, że anarchię- jeśli ona kiedykolwiek zapanuje- wprowadzą ludzie biedni. Dlaczego miało by tak być? Biedacy nie raz podnosili bunty, nigdy jednak nie byli anarchistami; bardziej niż ktokolwiek są zainteresowani tym, by istniał uczciwy rząd. Biedak jest naprawdę związany osobiście z losami swego kraju. Bogacze – nie! Bogacz może zawsze wsiąść na jacht i odpłynąć na Nową Gwineę. Ludzie biedni niekiedy protestują przeciw złym rządom. Bogacze natomiast zawsze protestują przeciw każdej próbie rządzenia nimi. To arystokraci bywają z reguły anarchistami[1]„. To właśnie ludzie bogaci i wykształceni posiadają zamiłowanie do nowych myśli. „Biedacy podtrzymują ciągłość ludzkiej tradycji – wierzą, na przykład, w uroczyste pogrzeby. Bogacze podtrzymują przelotne – ba, przelatujące ze świstem- kaprysy, jakim ulega ludzkość. (…) Bogaczom nie wystarcza jednak do szczęścia, że sami zmieniają wierzenia jak rękawiczki. Każde z tych szybko niknących wierzeń chcą koniecznie wbić do głowy ludziom będącym pod ich kontrolą[2]„. Gdy już ostatecznie zmuszą pozostałych do przyjęcia ich modnych bożków, moda pryska- rozpoczyna się nowa przemoc, nowe doznania, oto przecież bogacze nie będą wierzyli w to, co jest powszechne! Ale gdy tylko odseparują się od tego, co narzucili innym, zaraz i nową modę próbują narzucić, ukazując przy tym rzekome zacofanie ludzi zwykłych. Ten paradoks doprowadza Chestertona do Źródła – stałych wartości i niezmiennej Bożej natury. Właśnie między innymi, takie zachowanie modnisiów i ich nieprzyzwoita przemoc na tych, którzy pielęgnują własne i stałe tradycje doprowadziły go do konwersji na katolicyzm. Kościół bowiem, konstatuje Chesterton, jest prawdziwą oazą wolności i twierdzą obronną przed wszelkimi bałwochwalczymi heretykami, którzy prowadzą swoją agresywną politykę nawrócenia zwykłych ludzi przez aparat państwowej represji i mediów, poprzez edukację.

Tym najgorszym dziewiętnastowiecznym przesądem, który zniszczył zwykłych ludzi, jest materializm, czyli zezwierzęcenie się ludzkiej natury, która została sprowadzona jedynie do walki o byt. Prawo i moralność przestały hamować ludzi złych, których jakby nigdy nie brakowało. Pracodawca zaczął wyzyskiwać pracowników. Biznesmen zamiast skupić się na biznesie, skupił się na wykańczaniu konkurencji. Nikt nie mógł się oburzać na ową niesprawiedliwość, bo przecież natura nie podlega ocenom moralnym. Racjonalizm usankcjonował niejako najgorsze cechy, uwydatnił zło grzechu pierworodnego. Industrializm nas zrobotyzował – sprawił, iż całe społeczeństwa stały się obojętne na krzywdę ludzką. Taki stan – taka moda, jak powiada GKC, nie mogła przecież trwać długo. Już za życia Chestertona nastała nowa – konsumpcjonizm, zwierzęcość zwykłych ludzi, zobojętniałych już wcześniej na krzywdę bliźniego, została skanalizowana rozpustą i rozrywką. Chesterton nie dożył naszych czasów, ale myślę, że mógłby się zgodzić z następującą tezą – dzisiaj mamy do czynienia z odwróceniem wahadła, z niesprawiedliwością z drugiej strony – żyjemy bowiem w wieku fałszywego miłosierdzia. Dziś pobłaża się każdemu. Dziś krzywdzi się ofiary, bowiem mając na uwadze błędnie pojmowaną ludzką naturę, wybacza się ludziom złym wszystko i zamiast wymierzyć karę sprawiedliwą, postępuje się tak jak z Andersem Breivikiem. Tym samym krzywdzi się także sprawców zła, którzy nie czują w swoim sumieniu, iż coś złego uczynili.

Michał Kmieć

[1] G. K. Chesterton, Człowiek, który był czwartkiem, Warszawa 2008, s. 14.

[2] G. K. Chesterton, Obrona świata, Warszawa-Ząbki 2006, s 220.

Przeczytaj też: