W. Czarniecki: Kto niszczy miejsca pracy?

Czytając artykuły na temat współczesnych problemów światowej gospodarki, mam nieodparte wrażenie, że zadaniem ekonomistów głównego nurtu jest wynajdywanie wrogów zastępczych harmonijnego rozwoju gospodarczego. To co wydaje się być ukartowaną metodą utrzymywania mas społecznych w posłuszeństwie, przedstawiane jest jako efekt nieuchronnego, nie mającego alternatywy, procesu warunkującego rozwój.

Dla przykładu przeanalizuję problem bezrobocia.

Już ponad dwieście lat cyklicznie podnoszą się głosy, jak to postęp techniczny niszczy miejsca pracy, doprowadzając do chronicznego bezrobocia. Prawdą jest że maszyny tkackie zlikwidowały zawód tkacza, fabryki obuwnicze zawód szewca, samochody wozaka, pralki pracza itd. Ale z tego nie wynika jeszcze, że bezrobocie jest nieuchronnym następstwem postępującej automatyzacji. Maszyny wyręczają ludzi w wyczerpującej monotonnej pracy fizycznej, oferując w zamian pracę jeśli nie bardziej twórczą to przynajmniej nie wymagającą tak intensywnego wysiłku.

Wykonajmy eksperyment myślowy przyjmując, że wszystkie rzeczy materialne są produkowane przez samodzielne automaty o dużej wydajności. Nawet przy bardzo niskich ich cenach pojawi się problem, kto będzie je nabywał jeśli ludzie nie będą przy produkcji zatrudniani. Jeśli nawet nastąpi kolosalny wzrost wymiany wzajemnych usług, to nie stworzą one dostatecznego popytu na produkty przemysłowe.

Jak wobec tego rozwiązać problem dostatecznego popytu na wyroby?.

Istnienie konkurencyjnego rynku gwarantuje, że wzrost wydajności w produkcji jednych dóbr spowoduje spadek ich cen. Pojawią się w ten sposób oszczędności, które zgodnie z zasadą użyteczności krańcowej częściowo zostaną przeznaczone na większą konsumpcję tych dóbr a pozostała część będzie:

  • przeznaczona na konsumpcję innych dóbr, co może spowodować chwilowy wzrost ich cen, i inwestycje a po czasie nowe oszczędności gdy i tu ceny spadną,
  • przeznaczona na zakup nowych dóbr niżej wartościowanych,
  • tezauryzowana

Z powyższego wynika: stała tendencja deflacyjna w gospodarce z pieniądzem towarowym, utrzymuje w ryzach rynkową stopę procentową poprzez inwestycje, konsumujące część narastających oszczędności, a nadto tworzy popyt dla nowych wyrobów (rośnie łącznie wielkość sprzedaży przy niższych cenach).

Prawo Saya stwierdza, że suma wszystkich wypłat związanych z produkcją dobra wystarczy na zakup tego dobra a więc podaż stwarza dostateczny popyt. Dlatego w miejscowościach w których niewiele się produkuje popyt na wyroby jest niewielki (to jedna ze składowych atraktora).

Błąd wywołany powyższym założeniem polega na nieuwzględnieniu faktu, przenoszenia „pracy” przez automatyzację do etapu produkcji tych automatów (patrz rozdział 12) a skrócenie okresu produkcji „skonsumowane” zostaje w obniżonej cenie. Ilość uwolnionego przez automatyzację czasu skierowana zostanie na konsumpcję ogromnego zestawu nowych wyrobów oraz zwiększy zapotrzebowanie na nowe usługi też wspierane w dużej części przez automaty.

Jeżeli tak to skąd się bierze bezrobocie?. Otóż mimo ogromnego wzrostu wydajności, nie spadają odpowiednio ceny, i tym samym nie pojawiają się oszczędności tworzące popyt na nowe wyroby, przy których produkcji znalazła by zatrudnienie część zwalnianych z produkcji „starych” wyrobów. By wypełnić „dziurę” popytową uruchamia się tanie kredyty powodując ogromny wzrost zadłużenia i w ostatecznym rachunku niewypłacalność konsumentów, którzy zasilą armię bezrobotnych.

Obraz dynamiki rynku jaki wyłonił się w trakcie analizy prostych struktur[1], powinien uzmysłowić, że istnienie enklaw o niskiej produktywności odpowiada za niski standard życia. Nie wierzę w powrót do pieniądza towarowego w najbliższej przyszłości. Sposób na przeciwstawienie się polityce wymuszanej przez korporacje międzynarodowe istnieje: należy odbudować, przy wsparciu samorządów, na zdrowych zasadach spółdzielczość. Rozproszona produkcja w formie związków wyspecjalizowanych spółdzielni, omija pułapkę dominujących monopsonów dyktujących warunki podwykonawcom. Znika też problem właściwej relacji między dochodami spółdzielni a dochodami jej członków. Aktywni członkowie niewielkich spółdzielni są w stanie rozsądnie dzielić zyski na inwestycje i dochody własne, wyłapywać niedoskonałości w zarządzaniu i w procesach produkcyjnych.

Copyright © Wojciech Czarniecki

23.06.2017

pozwalam drukować, kopiować i rozpowszechniać w inny sposób pod warunkiem wskazania źródła

[1]     http://www.dystrybucjonizm.pl/wojciech-czarniecki-poszukiwanie-modelu-dystrybucjonizmu-ebook/

Przeczytaj też: