Kard. Stefan Wyszyński: Co duszpasterz może zrobić dla urzeczywistnienia ustroju korporacyjnego

PASTERZ DUSZ

Co duszpasterz może zrobić dla urzeczywistnienia ustroju korporacyjnego

Korporacyjny ustrój społeczno-gospodarczy stoi na krańcowym biegunie zarówno w stosunku do indywidualizmu i liberalizmu, jak i kolektywizmu. Wychodząc z założeń personalistycznych, rehabilituje człowieka, podkreślając jego właściwości jednostkowe i społeczne.

Uznając w człowieku, jako osobie, będącej podmiotem działania, jego własne zadania i cele, korporacjonizm bierze pod uwagę nadto niewystarczałność człowieka do osiągnięcia pełni rozwoju swej osobowości, konieczność pomocy ze strony różnych grup społecznych, jako środków do celu. Stąd życie człowieka rozwija się w szeregu grup społecznych: rodzinnej, społecznej, zawodowej, politycznej, religijnej itd.

W oparciu o ten fakt, ustrój korporacyjny chce uporządkować wszelkie stosunki współżycia ludzkiego, a więc i z dziedziny pracy. Wykonywanie jednej lub podobnej pracy łączy ludzi bardzo ściśle we wspólnym celu — w dobru danego stanu zawodowego.

Przebudowa ustroju, to nie tylko przebudowa form ustrojowych, ale to jednocześnie zwalczanie psychiki indywidualistycznej, wyhodowanej przez liberalizm społeczno-gospodarczy, psychiki stadowej, tu i ówdzie już wpajanej przez ustroje kolektywistyczno-totalistyczne. I dlatego realizacja ustroju korporacyjnego jest rzeczą nie łatwą, możliwą do osiągnięcia dopiero w wyniku ewolucyjnego oddziaływania społecznego i moralnego, w wyniku ugruntowania nowych zasad i norm postępowania, usposobień i cnót społecznych.

Powstaje pytanie, czy praca kapłana, zwłaszcza na terenie duszpasterskim, może mieć jakie znaczenie dla realizacji ustroju korporacyjnego? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy już częściowo w encyklice „Rerum Novarum”, w słowach, dotyczących rozwiązania kwestii społecznej:

„Bez żadnego wahania stwierdzamy —pisze Leon XIII—że próżne będą wszystkie wysiłki ludzi, jeśli się zlekceważy Kościół. Kościół to bowiem dobywa z Ewangelii nauki, które mają taką moc, że walkę społeczną mogą doprowadzić do porozumienia, albo przynajmniej odjąć jej ostrożność i uczynić łagodniejszą; Kościół dalej, nie tylko umysł oświeca, ale stara się jeszcze pokierować życiem i obyczajami jednostek za pomocą przykazań twoich; on też polepsza warunki życia proletariuszów licznymi dziełami na ten cel stworzonymi” (R. N. s. 43).

Idąc po linii tych wskazań Leonowych, omówimy trzy zasadniczo kierunki zadań duszpasterskich, przygotowujących drogę przyszłemu katolickiemu ustrojowi korporacyjnemu.

I. NAUCZANIE KOŚCIELNE JAKO PODBUDOWA DLA USTROJU KORPORACYJNEGO

Dla budowy przyszłego katolickiego ustroju korporacyjnego ma znaczenie całokształt nauki Kościoła; trwały bowiem ustrój społeczno-gospodarczy musi oprzeć się o możliwie najszersze i najtrwalsze podstawy, które znaleźć może zarówno w prawie przyrodzonym jak i w nauce objawionej, a które nauka katolicka przedziwnie zespala w jedność doktrynalną. Nie można więc tu będzie pominąć żadnej prawdy objawionej, dogmatycznej, żadnej prawdy moralnej, bez obawy narażenia na niebezpieczeństwo zachwiania całej kunsztownej budowy. W każdej z prawd nadprzyrodzonych wyszukać można przy nauczaniu kościelnym pewne strony, pewne cechy, można będzie wprowadzić z nich pewne wnioski i analogie, użyteczne dla przyrodzonej struktury ustrojowej, lub dla ducha ją ożywiającego.

Niemniej jednak istnieje cały szereg prawd dogmatyczno-moralnych, które mają szczególne zastosowanie i znaczenie dla nowego ustroju. I te to prawdy w nauczaniu kościelnym muszą być rozwijane ze szczególną pieczołowitością. Zwrócę uwagę na pewne z tych prawd, które w nauczaniu kościelnym już dziś muszą być rozwijane z wyjątkową usilnością, pod kątem widzenia przyszłego ustroju korporacyjnego, jako wyjątkowo dlań użyteczne.

1. Przyjąwszy za podstawą interwencją Boga w dziejach człowieka, dzieło Chrystusa Odkupiciela i ustanowiony przezeń porządek nadprzyrodzony, punktem o centralnej użyteczności dla nowego ustroju w nauczaniu kościelnym, prowadzonym przez duszpasterza, będzie nauka o człowieku.

Nauczanie kościelne będzie miało tutaj stosunkowo wiele do przełamania przeciwności, dlatego, że w ustroju korporacyjnym centralne poniekąd miejsce zajmuje człowiek i rozwój jego osobowości, na rzecz której cały ustrój ma pracować, podczas gdy współcześnie, zarówno pod wpływem doktryn liberalistycznych jak kolektywistycznych i dążeń dyktatorskich, utrwala się wprost przeciwny obyczaj. Ustrój korporacyjny będzie budowany przede wszystkim pod kątem widzenia dobra człowieka dla zabezpienia mu pełni rozwoju wewnętrznego, a nie pod kątem widzenia rozbudowy jedynie dobrobytu, choćby najbardziej powszechnego. Stąd płynie cała doniosłość nauki Kościoła o człowieku dla przyszłego ustroju.

Bardzo znamienne dla współczesnych stosunków społeczno-państwowych było hasło XXIX Tygodnia Społecznego w Clermont — Ferrand, zorganizowanego we Francji, w dniach 19—25. VII. 1937. Obradowano nad tematem: „Osoba ludzka w niebezpieczeństwie”. Co skłoniło myślicieli katolickich Francji do tego, by w wieku państw konstytucyjnych, w niespełna 15-20 lat od chwili, gdy większość państw europejskich zmieniła swe konstytucje, poświęcając w nich więcej niż kiedykolwiek dotąd miejsca „powszechnym obowiązkom i prawom obywateli”, rzucić tak rewelacyjne hasło?

Przyczyn jest nie mało w układzie współczesnych stosunków politycznych wielu państw, tworzących nowe konstytucje ad usum Delphini, przesiąknięte nieufnością do człowieka, jako obywatela Państwa; w szeregu nieustannych zmian zakres uprawnień własnych i naturalnych człowieka jest ciągle zwężany, co grozi całkowitym wchłonięciem indywidualności przez zbiorowość.

Zwłaszcza państwa totalistyczne dążą do całkowitego podporządkowania sobie człowieka, przekreślając jego osobiste przeznaczenie, czyniąc ze społeczeństwa, które dla rozwoju pełni osobowości człowieka jest koniecznym wprawdzie, ale – tylko środkiem – cel.

Wysoce niebezpieczna jest dążność kierunków totalistycznych, które przy pomocy szablonu politycznego niwelują właściwości indywidualne człowieka; jakie szkody kulturalne stąd wynikną – przyszłość pokaże. Zdaje się, że jest pilną rzeczą podjąć walkę w obronie człowieka przed pozytywistycznym socjologizmem, ubóstwiającym – kosztem człowieka – społeczeństwo, przed totalizmem – wynoszącym do roli nowego bóstwa – państwo. Przykłady bezwzględnej likwidacji człowieka w Rosji Sowieckiej, gdzie na rozkaz jedynowładcy wymordowano starych bolszewików, przywódców czerwonej armii, rzeź czerwona (1934) w państwie hitlerowskim, a tu i tam system „czystki”, przy pomocy dymisji, zdrady, sabotażu, fingowanych procesów – oto bezwględny wał aparatury dyktatorskiej lub pseudo-dyktatorskiej, która zbyt łatwo poświęca, rzekomo dla dobra państwa, życie ludzkie i prawa człowieka do samodzielności myśli, poglądów, działania. Nie trzeba powoływać się na te zbyt krańcowe przykłady, by wykazać niebezpieczeństwa, grożące osobie w współczesnym państwie; wszędzie tam, gdzie zaznaczyła się przewaga grupy rządzącej nad społeczeństwem, czy w Rosji, czy w Niemczech itd. ustalony podział władz stał się fikcją, a aktualni rządcy używają wszelkich środków, nie wyłączając władzy sądowniczej, dla likwidacji obywatela inaczej myślącego. Stary zwolennik podziału władz, Monteskiusz, miałby dziś ciekawy materiał do swych publikacyj. Dawni prawnicy, którzy gubili się w subtelnościach swych dowodów przeciwko władzy państwa do pozbawiania życia zbrodniarzy, dziś by mieli nielada trudności, widząc jak państwa szybko i sprawnie doprowadzają do wyrównania poglądów, bez odwoływania się do kodeksów karnych, procedury, itp.

Są to przykłady wysoce zaraźliwe, które łatwo mogą się przyjąć, zwłaszcza w tych społeczeństwach, które nie upowszechniły wśród siebie katolickiego poglądu na osobę ludzką.

Panujący u nas dotychczas albo filozoficzny indywidualizm, albo socjalizm, źle ujmowały stanowisko jednostki, w następstwie czego zajmowały doń błędny stosunek. Indywidualizm głosił pierwszeństwo jednostki, uważając ją za jedyną rzeczywistość i miarę wszystkiego; przyznał jej bezwzględną niezależność, wolność jednostkowego działania, uznając bezwarunkową wartość praw jednostkowych; głosząc rozwój indywidualny, błąd ten dążył do wyzwolenia człowieka z wszelkiej zależności. Natomiast socjalizm na pierwszym miejscu postawił państwo, pojmując je indywidualistycznie, jako zbiór równych i wolnych jednostek, zmierzających do zastąpienia gospodarki jednostkowej gospodarką kolektywistyczną. Kierunek ten w praktyce doprowadził do zaprzeczenia praw, wypływających z samej natury człowieka i do komunistycznej likwidacji człowieka, bez żadnego zgoła skrupułu.

Odgłosy tych krańcowości można spotkać w życiu polskim; by je zwalczyć należy uwydatnić człowieka żyjącego w społeczeństwie – animal sociale. Duszpasterz – jako nauczyciel – będzie zmuszony zwalczać nie tylko szkodliwe doktryny, ale i ich następstwa.

Należy najpierw mocno uzasadnić, że człowiek jest osobą – i jako taki ma osobiste przeznaczenie i wysoką godność osoby ludzkiej (Kodeks społeczny, p. 1, 3, 5). Przypomnieć tu należy słowa św. Tomasza: „persona significat id quod est perfectissimum in tota natura” (S. Th. I q. 29, a. 3, concl.).

W epoce likwidowaia obywatela, przytłoczonego przez potężny aparat państwowy, niepewnego w swym coraz to skromniejszym bycie, zgoła niezrozumiale brzmią słowa: „Nie społeczeństwo, lecz jedynie człowiek, i to każdy człowiek, będąc stworzonym na obraz i podobieństwo Boże, jest nieśmiertelny. Jedynie człowieka, i to każdego bez wyjątku, umiłował Pan Bóg i odkupił Jezus Chrystus (Kodeks Sp. p. 1). Stąd płynie prawda o rzeczywistej wartości i ostatecznej celowości życia ludzkiego.

Gdy uda się utrwalić w społeczeństwie tę prawdę, łatwo będzie nawiązywać do niej w układzie stosunków społeczno-państwowych. Stąd bowiem wywodzi się: świadomość wysokiej godności osoby ludzkiej i jej własnego celu do osiągnięcia osobistego przeznaczenia i to zarówno w porządku przyrodzonym — doskonałość życia — jak i nadprzyrodzonym — połączenie z Bogiem. Ten cel człowieka nie może być niedostrzeżony przez ustrój państwowy, albo przezeń zlekceważony. Państwo nie może narzucić człowiekowi celu, który stałby w sprzeczności z tym własnym, osobistym przeznaczeniem człowieka.

Nie można też tworzyć ustroju politycznego, czy społeczno-gospodarczego, który całkowicie nie bierze pod uwagą praw osobowości ludzkiej, który zapomina o wartości duszy ludzkiej, przewyższającej wszystkie wartości doczesne; ustrój taki, wcześniej czy później doprowadzi do likwidacji praw osoby ludzkiej.

Bez przełamania błędów doktrynalnych w tej dziedzinie, jak również szkodliwej atmosfery, nie uda się stworzyć ustroju, który byłby poświęcony rozwojowi osobowości ludzkiej, a jeśliby nawet w tych warunkach zaprowadzono ustrój korporacyjny, nie spełni on swego zadania. Celem ustroju korporacyjnego jest stworzenie takich warunków społeczno-gospodarczych, by umożliwić człowiekowi rozwój osobowości, w duchu katolickiego personalizmu. Cel ten należy w nauczaniu kościelnym dobrze społeczeństwu uświadomić.

2. W związku z tym pozostaje zagadnienie hierarchii wartości dóbr, która w ustroju korporacyjnym będzie miała ogromne znaczenie, gdyż chronić będzie ona ten ustrój od wypaczenia jego przewodniej idei.

Kapitalizm zakłócił ustanowioną przez chrześcijaństwo hierarchię dóbr. Zasadę ewangeliczną: „co pomoże człowiekowi choćby cały świat pozyskał, a na duszy szkodą poniósł” — wywrócił do góry nogami. Wartość człowieka uzależnił od dóbr zewnętrznych, przezeń posiadanych, od zdolności i sił czysto gospodarczych, reprezentowanych przezeń. Po tej samej linii poszedł socjalizm, dzieląc ludzi według ich pozycji ekonomicznej, na burżuazję i proletariat.

Podbudową dla ustroju korporacyjnego musi się stać znów nauka Kościoła o zrównaniu ludzi w obliczu Boga, zasada, że „dziećmi jednego Ojca jesteśmy”; że wartość człowieka i jego użyteczność społeczna zależy nie tyle i nie tylko od posiadanych przezeń dóbr zewnętrznych, ale od jego wartości moralnych: że dobra materialne, doczesne, muszą być podporządkowane dobru moralnemu.

Należy przede wszystkim obalić kapitalistyczną hierarchią wartości, by tą drogą zwalczyć egoistyczną i materialistyczną klasyfikacją ludzi, która wytworzyła w dawnym ustroju kapitalistyczny li tylko stosunek, oparty o zasadą zysku a nie wzajemnych usług i wzajemnego komunikowania sobie posiadanych wartości.

I znów jest to zadanie tak doniosłe, że jeśli się go nie dokona, udaremni się wartość technicznej strony przebudowy ustroju.

Szczególnie doniosłe będzie zagadnienie równości ludzi w nowym ustroju. Należy tu rozwiać złudne miraże, wyhodowane przez socjalizm—rzekomej bezwzględnej równości wszystkich ludzi, w przyszłym ustroju. Socjalizm jest zdania, że sam fakt zaprowadzenia tej równości będzie równoznaczny z likwidacją wszelkich bolączek społecznych. Wśród mas, zwłaszcza robotniczych, wiara w powszechną równość jest bardzo silna, tak dalece, że jest to naczelny argument, którym w agitacji i w dochodzeniu swych praw się posługują. I tu wypadnie wskazać, że socjalizm i komunizm pojmują również zbyt zewnętrznie i mechanistycznie, że chcą ją realizować na odcinku, na którym wprowadzenie jej jest najbardziej problematyczne.

Powszechne zrównanie ludzi nie będzie więc czołowym dążeniem nowego ustroju; ustrój ten natomiast podkreśli i wyciągnie wnioski z istotowej równości ludzi, mającej swą genezą w łonie jednego, Najwyższego Ojca, a jednoczącej ludzi we wspólnym im celu, wyznaczonym przez Boga; równość ta oprze się na jednoczącym ludzi w obliczu Boga podobieństwie Bożym, wezwaniu do życia łaski, płynącej z dzieła Krzyża, na którym umarł Chrystus za wszystkich bez wyjątku.

Nie ma między ludźmi innej równości, poza równością, płynącą ze wspólnej im wszystkim natury ludzkiej; poza tym istnieje między ludźmi tyle rożnic naturalnych, że utopią jest mówić o zrównaniu ludzi przez ustrój. Pozostanie prawdą, co napisał Leon XIII w „Rerum Novarum”: „zupełna równość w społeczeństwie ludzkim jest niemożliwa”.

Pozostaje więc tylko jedna możliwość: zmniejszenia różnic społecznych, właśnie przez pryzmat katolickiej nauki o zrównaniu wszystkich ludzi w obliczu Boga; będzie to miało kolosalne znaczenie dla przyszłego ustroju społeczno-gospodarczego. Człowiek więc w tym ustroju korporacyjnym będzie świadom, że tak zubożający osobowość ludzką pęd za zewnętrznym, ilościowym równouprawnieniem jest właściwie błędnym kołem; że należy podjąć rzetelną pracę nad przebudową wewnętrzną człowieka, by tą drogą umożliwić mu „awans” społeczny.

3. Więź społeczna ustroju korporacyjnego. Nauka katolicka ma ogromne znaczenie dla zmontowania struktury organizmu korporacyjnego i to dwojako: a) przez samą nadprzyrodzoną więź społeczną, przez którą spaja ludzi w jeden organizm nadprzyrodzony, — Kościół, którego głową jest Chrystus; b) przez kształcenie w swych członkach usposobień społecznych.

Krótko rozwińmy te myśli.

1. Nie ulega wątpliwości, że więź nadprzyrodzona jest najsilniejszą więzią społeczną, bo wewnętrznie przez łaskę zespala z Kościołem żyjącym, i to nie drogą przymusu zewnętrznego, ale na mocy wolnego wyboru człowieka.

Żadne państwo totalistyczne nie ma tej mocy, by tak zespolić wewnętrzne umysły, wole i serca swych obywateli, jak to czyni społeczność kościelna. Wszak Kościół unika przymusu zewnętrznego, a jednak jako społeczność jest trwalszy od społeczności politycznej, a nawet totalistycznej. Socjologia współczesna, badająca istotę więzi społecznej, stwierdza, że więź społeczna, wiążąca członków społeczności kościelnej, jest silniejsza, inna, choć istoty tej więzi, istoty np. wpływu kapłana na wiernych nie wyjaśnia. Wiemy dobrze, że przy pomocy samej socjologii nie uda się tego wytłumaczyć; trzeba odwołać się do teologii, która zwłaszcza dziś, tyle nam mówi o mistycznym ciele Chrystusa, ożywianym łaską Bożą.

Tajemnicę tej więzi społecznej zrozumiemy dopiero na tle przypowieści Chrystusa Pana o szczepie winnym i latoroślach: „Jam jest szczep winny — wyście latorośle…- Nie może latorośl owocu przynieść, jeśli nie trwa w szczepie winnym… Kto we mnie trwa, ten wiele owocu przynosi…” (Jn. 15).

A naturę społeczności nadprzyrodzonej kościelnej zrozumiemy dopiero w wykładzie św. Pawła do Koryntian (I Kor. 12. 12 —27): „Wy jesteście ciałem Chrystusowym i członkami z członka” (27). Na tle porównania organizmu ciała ludzkiego z organizmem społeczności nadprzyrodzonej dochodzimy do zrozumienia jego wybitnie korporacyjnego ducha.

Ustrój korporacyjny, podobnie jak ustrój Kościoła, jest odbiciem, rozszerzonym wydaniem, obrazem ustroju ciała ludzkiego: „Albowiem jak jedno jest ciało, a członków ma wiele: a wszystkie członki ciała, choć ich jest wiele, przecież jednem są ciałem: tak samo i Chrystus. Bo w jednym Duchu wszyscy my w jedno ciało zostaliśmy ochrzczeni… czy niewolnicy, czy wolni: i wszyscy jednym Duchem zostaliśmy napojeni” (w. 13).

Kapitalizm indywidualistyczny, a w ślad za nim socjalizm i komunizm, zniweczył pojęcie społeczeństwa, jako organizmu moralnego, zda się zaprzeczając Pawłowej doktrynie: „Nie może powiedzieć oko ręce: nie potrzeba mi ciebie; albo znów głowa nogom: nie potrzebuję was” (22); doprowadziło to z jednej strony do poniżenia i proletaryzacji mas pracujących, do pogardy pracy fizycznej, a z drugiej — do brutalnej walki klas i pogardy dla pracy umysłowej i kierowniczej — z obydwu zaś stron — do wzajemnej negacji.

Kościół, patrząc na swe życie wewnętrzne i na życie organizmów społecznych, stwierdza, „że ciało nie jest jednym członkiem, ale wieloma” (w. 14); tak, że „całe ciało nie jest okiem”, „ani słuchem; że zatem w jednym ciele, w jednym organizmie społecznym musi być wielość członków, wielość stanów i zawodów: „Bo gdyby wszystkie (członki) były jednym członkiem, gdzie byłoby ciało? Lecz teraz, choć wiele jest członków, ale jedno ciało? (w. 19, 20); że istnieje wzajemna zależność między członkami ciała, podobnie jak w organizmie społecznym istnieje zależność między poszczególnymi stanami i zawodami, tak dalece, że jeden stan i zawód nie może w pełni rozwijać się bez innego, ani też całe ciało społeczne nie może wszystkich swych zadań osiągnąć bez współdziałania i pomocy innych członków ciała społecznego, innych stanów i zawodów: że zatem z urządzenia Bożego obowiązkiem wzajemnym członków jest, „żeby członki zarówno troszczyły się jedne o drugie” (w. 25), co jest podstawą solidarności chrześcijańskiej organizmu społecznego, będącej duszą koporacjonizmu. Ta solidarność, płynąca z więzi społecznej, tak jest istotowo wewnętrzna, że „jeśli co cierpi jeden członek, razem cierpią wszystkie członki; jeśli odbiera cześć jeden członek, razem radują się wszystkie członki” (w. 26); nie jest zatem obojętny dla jednej grupy społecznej los, położenie, warunki bytowania innej grupy społecznej; nie jest i nie może być obojętny dla inteligencji, dla warstw kierowniczych, byt proletariatu, bo „jeśli co cierpi jeden członek, razem cierpią wszystkie członki”, bo — w wyniku wewnętrznej zwartości i zależności organizacyjnej — takt zakłóca bytowanie innych grup społecznych, podobnie jak w ciele ludzkim chory członek sprawia niepokój i stan zapalny całego organizmu. I stąd dalszy wniosek — że dla dobra całości organizmu społecznego — „mniej zacnym (członkom) większa część się dostaje”, gdyż „te członki ciała, które zdają się być słabsze, są daleko bardziej potrzebne”, że zatem istnieje obowiązek społeczny szczególnej troski i opieki nad warstwami upośledzonymi, i to nie tylko z tytułu miłości, ale z tytułu sprawiedliwości społecznej.

Nadprzyrodzona więź społeczna zamyka się w Chrystusie; „wy jesteście ciałem Chrystusowym i członkami z członka” (w. 27). Tutaj się rozumie tajemnicę zwartości, mocy i trwania nadprzyrodzonej społeczności — Kościoła, tajemnicę jego stale odradzającego się w duszach ludzkich i w życiu społeczeństw wpływu.

Kościół, jako społeczność doskonała, konieczna, w swoim zakresie najwyższa i niezastąpiona, chce pogłębić podstawy i wzmocnić więź społeczną innej społeczności suwerennej, koniecznej w swym zakresie — Państwa; chce Państwu zagwarantować tę niezbędną dla dobra społecznego trwałość i pokój, i dlatego przez wychowanie nadprzyrodzone swych członków chce wzmocnić społeczną więź państwa tymi wartościami, które daje swym członkom. Tu leży profundum stosunku Kościoła i Państwa.

Widać stąd jak doniosłe znaczenie dla spoistości ustrojowej Państwa mają katolickie założenia społeczne. Z tych wartości korzysta i korporacyjny ustrój katolicki. Żyjący w takiej oprawie człowiek, wychowany przez Kościół, jest człowiekiem nawskroś społecznym, przygotowanym w życiu społeczności nadprzyrodzonej — Kościele, do życia w społeczności przyrodzonej. Z Ewangelii wydobywa Kościół cały szereg zwrotów Chrystusa P., wskazujących na rozwijające się w duszy ludzkiej poczucie więzi społecznej; jednostką wybitnie antyspołeczną jest grzesznik, ta uschła gałąź na żywym drzewie, ten stracony grosz, syn marnotrawny, odbiegła od stada owca, zmarnowane talenty. Kościół w nauczaniu swym dobitnie obrazuje szkody, płynące z oderwania się od społeczności nadprzyrodzonej, uświadamiając człowiekowi doniosłość współżycia społecznego w organizmie nadprzyrodzonym Kościoła; a te stosunki z życia Kościoła człowiek, wychowany przez duszpasterstwo katolickie, przenosi na teren swego współżycia w społeczności świeckiej, umacniając się w duchu solidarności stanowej i zawodowej, w duchu współpracy, współdziałania, kształcąc w sobie cały szereg usposobień społecznych, dzięki którym człowiek staje się zdolnym do współżycia w zbiorowości.

Ostateczny wynik tej pracy Kościoła można zamknąć w słowach K. Adama:1

„Nie masz nigdzie pojedyńczo, odosobnionego chrześcijanina, bo nie istnieje pojedyńczy, odosobniony Chrystus.”

Przez Chrystusa Kościół jednoczy ludzi w społeczność, i to jest bodaj najdonioślejszy wkład Kościoła dla nowego ustroju, wkład, którego żadna inna społeczność wnieść nie zdoła.

2. I tutaj dochodzimy do stwierdzenia drugiej zasługi Kościoła dla ustroju korporacyjnego, zasługi, którą Kościół spełnia już to przez wychowanie, rozwijane w duchu głoszonych przezeń zasad katolickich. Kościół kształci w swych członkach cały szereg usposobień społecznych, w myśl zasady: „Jeden drugiego brzemiona noście, a tak wypełnicie zakon Pański”, dzięki którym człowiek, wychowany przez Kościół, ma szczególną wartość dla powstającego ustroju korporacyjnego, jak to niżej wyjaśniamy.

3. Kościół nadto przygotowuje w ten sposób ludzi do udziału w różnych organizacjach zawodowych, składających się na całość organizmu korporacyjnego (o czym mowa w III części).

4. Nauka moralna Kościoła, zwłaszcza nauka o przykazaniach Bożych i nauka o cnotach religijnych, osobistych i społecznych, jest niemniej doniosła dla ustroju korporacyjnego, który, dla zabezpieczenia sobie bytu, musi zwalczyć moralność kapitalistyczną i kolektywistyczną i nałogi przez nie ugruntowane, a nadto musi wychować sobie obywateli tak, by mógł korzystać z wielu niezbędnych cnót obywatelskich.

Całokształt życia moralnego osnuty jest na trzech cnotach teologicznych: na wierze, nadziei i miłości, wokół których grupują się cnoty moralne. Wszystkie te cnoty, a zwłaszcza tzw. cnoty społeczne mają niezaprzeczalny wpływ na stosunki społeczne. Wzywanie wiernych do praktykowania tych cnót, do sprawiedliwości, miłości, uczciwości, dobroci, wielkoduszności, wyrozumiałości, do chętnego przebaczania uraz, jest wielką pomocą, ułatwiającą scementowanie społeczeństwa w duchu korporacyjnym. Cnoty te kładą kres walce klasowej, nienawiści, chciwości, wyzyskowi, lichwie, egoizmowi.

Podkreśliliśmy znaczenie tzw. cnót społecznych dla wzmocnienia korporacyjnej więzi społecznej. Zwłaszcza cała grupa cnót, skupiająca się wokół cnoty sprawiedliwości, musi być starannie wykładana w nauczaniu kościelnym.

II. WYCHOWAWCZA DZIAŁALNOŚĆ DUSZPASTERZA NA RZECZ USTROJU KORPORACYJNEGO

Wychowanie obywatela dla ustroju korporacyjnego jest bodajże najpilniejszym do podjęcia zadaniem, jako że proces wychowania musi być rozłożony na długie okresy. Duszpasterz nie może poprzestać na głoszeniu zasad „prekorporacyjnych”; musi taki wywierać wpływ na obywateli, by uzdalniać ich do współżycia społecznego w przyszłych warunkach ustrojowych. Pójdzie tutaj całkowicie po linii wskazań Kościoła, który:

„nie poprzestaje—jak pisze Leon XIII — na wynajdywaniu sposobów uleczenia; własnoręcznie jeszcze stosuje lekarstwo. Wszystkie swe siły skierowuje Kościół ku kształceniu i wychowaniu ludzi w swych zasadach i swej nauce;… usiłując wniknąć w dusze i wolę skłonić do posłuszeństwa prawom i do kierowania się nimi. W tej zaś pierwszorzędnej i niezmiernie ważnej dziedzinie, w której tkwi istota sprawy społecznej i która najobfitsze obiecuje pożytki, działalność Kościoła największe przedstawia możliwości. Środki bowiem, których używa do poruszenia dusz, otrzymał do tego celu od Jezusa Chrystusa; stąd Boska tkwiąca w nich siła. Tylko te środki sięgać mogą aż do najgłębszych tajników serca i tylko one skłonić mogą człowieka do tego, by był posłuszny głosowi obowiązku, by opanowywał swą pożądliwość, by Boga i bliźniego kochał miłością szczególną i najwyższą, i by mężnie usuwał wszystko, co przeszkadza w drodze cnoty” (R. N. s. 57 n.).

Kościół jest świadom, że zmiana ustroju nie jest jeszcze naprawą ustroju, jeśli nie będzie dokonana naprawa człowieka. I o tym pamiętać musi w swej pracy dla przyszłego ustroju duszpasterz.

1. Zagadnienie naczelne dotyczy stosunku przebudowy społecznej dla reformy moralnej. Duszpasterz w swej pracy wychowawczej musi kłaść nacisk na to, by w swym środowisku wypracować zrozumienie dla znaczenia reformy obyczajów, jako podbudowy dla nowego ustroją.

Wskazaniem będą tutaj słowa Piusa XI:

„Pilniejsze i głębsze zbadanie sprawy doprowadza nas do wniosku, że przed tym upragnionym odnowieniem ustroju społecznego dokonać się musi odrodzenie ducha chrześcijańskiego, z którym zerwało wielu ludzi działających na terenie gospodarczym. Bez tego daremne będą wszystkie wysiłki, a gmach ustroju wznoszony będzie na piasku lotnym, nie na skale”. (QA. s. 125) 

O ile zakłócenie porządku społeczno-gospodarczego wywołane zostało m. i, — przyczynami natury moralno-obyczajowej, to naprawa porządku tego musi być zaczęta od człowieka. Zadaniem duszpasterza będzie wykazać związek, jaki zachodzi między przebudową urządzeń gospodarczych a reformą obyczajów, reformą sumień i serc ludzkich; reforma ta musi objąć wszystkich ludzi, zarówno technicznych twórców nowego ładu, jak i wszystkich jego uczestników. Doceniając znaczenie urządzeń społeczno-gospodarczych dla moralnego rozwoju człowieka, niemniej Kościół jest zdania, że reforma samych tylko urządzeń, środków i form zewnętrznych jest bezskuteczna bez równoczesnej przemiany człowieka. Reforma obyczajów przenika do całokształtu życia gospodarczego, społecznego, moralnego i politycznego kraju, i w ten sposób przygotowuje najlepsze warunki do przebudowy społecznej. Reforma obyczajów dokonywuje wewnętrznej przemiany człowieka, istoty egoistycznej, usposobionej antyspołecznie, pomimo miana animal sociale.

Zagadnienie tego stosunku reformy moralnej do reformy ustroju jest aktualne nie tylko wszędzie tam, gdzie reformy te są przeprowadzane, ale gdzie są zapowiadane lub choćby tam, gdzie potrzeba ich jest wyczuwania. Tam, gdzie są przeprowadzane, wybitnie pouczają, że zbytnia ufność w skuteczność samych technicznych zmian ustroju, wprowadzenie nowych instytucji i urządzeń, chociaż byłoby to dokonywane zgodnie z zasadami sprawiedliwości społecznej, zawiedzie, gdyż przysłoni wsrunki moralne, w jakich zmiana ustroju jedynie może wydać oczekiwane owoce. W okresie rozbudowy ustawodawstwa pracy również przeoczono tę prawdę, przypisując wielką skuteczność samemu kodeksowi pracy; po kilkudziesięciu latach działania różnych kodeksów okazało się, że tylko nieznacznie zabezpieczają one poprawą bytu ludności robotniczej, gdyż amoralny system gospodarczy, kierowany przez amoralnych ludzi, może zręcznie obejść najlepsze prawo, i pozbawić go całej skuteczności. Lektura książki „Ze wspomnień inspektora pracy” jest tu bardzo pouczająca.2

Ostrzeżenie przeciwko rozdzielaniu tych dwóch reform mieliśmy z dwóch krańcowych odcinków: z Sowietów i Austrii.

W Sowietach rzucono hasło: „Sowiety tworzą nowego człowieka”; człowiek kolektywu, kołchozu, usocjalizowany, miał być człowiekiem nowego ustroju, całkowicie przygotowanym do spełniania swych obowiązków w tym nowym ustroju. Człowiek Sowietów był przygotowywany do swych obowiązków i wychowywany w sprawnościach technicznych, zrobiono zeń bohatera pracy, udarnika, stachanowca, tylko — w wyniku tych wszystkich zdobyczy — prasa musiała doradzać rządowi ogłoszenie konkursu na… człowieka uczciwego. Dziś Sowiety zaczynają wykładać swemu człowiekowi traktat de virtutibus.

W Austrii przedhitlerowskiej były wysuwane obawy, w związku z warunkami niezbędnymi do powodzenia nowego ustroju. Arcbp Waitz ogłosił swego czasu artykuł w Katholische Kirchen-Zeitung (Salzburg), omówiony nawet w „Osservatore Romano” (z 26 —7.XII. 1936 r. n. 302), w którym wypowiedział przestrogę, by bardziej doceniać znaczenie reformy obyczajów i nie odłączać jej od reformy urządzeń społeczno-gospodarczych, by raczej przez reformę obyczajów stworzyć warunki dla reformy urządzeń społecznych. Znamienne są punkty programu Arcbpa Waitza. boć pisze je wybitny duszpasterz i wybitny społecznik. Oto niektóre punkty tego programu, podyktowane pod wpływem obserwacji stosunków w Austrii.

1. Dla Państwa chrześcijańskiego ma (doniosłe) znaczenie prawda, że Królestwo Boże przyjdzie z serca — i dlatego niezbędne jest odrodzenie moralne;

2.    Państwa chrześcijańskiego nie uda się utworzyć bez chrześcijańskiego ludu; (odrodzenie chrześcijańskie ludu jest zadaniem Kościoła, duszpasterstwa i Akcji Katolickiej);

3.    Sprawiedliwość społeczna i miłość społeczna są cnotami moralnymi, które należy wykształtować w pewnej mierze przez pracę duszpasterską;

4.    Obecnie, gdy Państwo opracowało porządek zewnętrzny w nowej konstytucji, bardziej niż kiedykolwiek potrzeba pracy Kościoła dla osiągnięcia dobrych wyników z chrześcijańskiej reformy Państwa;

5. Jeśli nie chcemy, by rozpoczęte reformy konstytucyjne w krótkim czasie zachwiały się, potrzeba w daleko większej niż dotychczas mierze pracy nad reformą dusz i odrodzeniem moralnym społeczeństwa. (Riforma statale e rinnovamento morale. Osservatore Rom., c. j. w).

Z tych doświadczeń i spostrzeżeń, czynionych na dwóch krańcach przemian społecznych, wynika, że wszelkie eksperymenty ustrojowe, jeśli mają na uwadze tylko zmianę instytucyj, z pominięciem reformy człowieka, muszą załamać się. Wszystkie bowiem eksperymenty naprawy społecznej, oparte na zasadach materializmu, same w sobie noszą pierwiastki rozkładu i niepowodzenia.

A nawet formy ustrojowe, zbliżone bardziej do rzeczywistości, gdyby nawet zerwały z podstawami materialistycznymi, jeśli nie będą poparte gruntowną reformą moralną, nie będą trwałymi formami ustrojowymi.

Kapłan w nauczaniu kościelnym musi przekonać społeczeństwo, że każda przebudowa społeczna, a więc i chrześcijańska, może być wynikiem długiego okresu przygotowawczego, który by wpierw urobił umysłowość społeczeństwa w duchu ideologii korporacyjnej; i dlatego należy wyjaśnić dokładnie składniki chrześcijańskiej przebudowy społecznej, wyjaśnić samo pojęcie złożone tej przebudowy, które – najogólniej ujęte – składać się będzie z reformy obyczajów i reformy urządzeń. Należy tu wskazywać na ścisły związek i zależność: p ierwsza reforma zabezpiecza, stwarza warunki powodzenia dla drugiej.

Jednocześnie trzeba podkreślać, że nowy, trwały ustrój społeczny może być następstwem wspólnego wysiłku, ofiar i osiągnięć nie tylko władzy naczelnej, ale i współdziałającego z nią społeczeństwa; i to współdziałanie rozumiemy znowu jak najszerzej – w duchu solidarystycznej więzi społecznej, która w imię dobra powszechnego, żąda od jednostek pracy nad przemianą i podniesieniem własnej duszy, by wartościami tam wypracowanymi przysłużyć się społeczeństwu.

I tu wypadnie zwalczyć zgubną zasadę, że moralność osobista to rzecz prywatna, zasadę, która jest jakby odbiciem innej — religia to rzecz prywatna. Należy ściśle podkreślać, źe tzw. prywatna moralność dała nam cały system kapitalistycznego wyzysku i zaprzeczyła istnienia rezonansu społecznego wartościom osobistym człowieka. Brak indywidualnej mocy moralnej, brak charakteru ma swój rezonans społeczny; i to są ludzie, którzy mogą unicestwić najdoskonalej pomyślane poczynania przebudowy społecznej.

Aby przed tym niebezpieczeństwem uchronić, Kościół żąda od katolików wielkiej pracy nad sobą. I tu mamy drugi problem wychowawczy.

2. Zagadnienie wychowania społeczno-katolickiego. Musi ono być rozwijane i konkretyzowane w dwojakim kierunku: rozszerzenia w nauczaniu programu etyki katolickiej o cały materiał etyki społecznej; wychowania pewnych wartości moralnych, niezbędnych dla nowego ustroju.

1. Należy najpierw jasno postawić sprawę, że katolicka etyka społeczna jest częścią składową ogólnej nauki Kościoła, i jako taka nie może być pomijana w pracy wychowawczej Kościoła. Zanim została sformułowana w encyklikach papieskich, tkwiła swymi podstawowymi zasadami w nauce objawionej. Związek zasad nauki katolicko-społecznej z Ewangelią jest za mało uświadomiony ogółowi inteligentnych katolików, jakkolwiek dialektyka socjalistyczna na swój sposób te rzeczy wyjaśniła.

Częściej odwołujemy się do encyklik papieskich, jako do źródła dla nauki katolicko-społecznej, niż do Pisma św. Ale też encykliki te uważane są nawet przez katolików za źródło podlegające dowolnej krytyce. O ile jakąi zasadę społeczną, mniej lub więcej wyraźnie wypowiedzianą w Piśmie Św., jeszcze się uszanuje, przynajmniej milczeniem, to wobec encyklik papieskich katolicy zachowują się z całkowitą swobodą. Taki sam los spotyka i encykliki społeczne.

Zadaniem duszpasterza będzie określić obowiązek przyjęcia za podstawę oceny stosunków społeczno-gospodarczych myśl katolicko-społeczną, nie jako wyraz prywatnych poglądów, a encykliki społeczne — nie jako jeszcze jeden traktat reformatorski, ale jako wyraz nauczania najwyższego Nauczyciela w Kościele.

Zapewni to encyklikom społecznym ten autorytet w oczach katolików, jaki mieć powinny i sprawi, że w wychowaniu młodego pokolenia i planowaniu przebudowy społecznej będzie się brało pod uwagę nieodzowne postulaty myśli katolicko-społecznej. Na tej podstawie oprze się proces wychowawczy młodego pokolenia dla nowego ustroju.

Jeżeli wychowanie, jako czynność społeczna, przygotowująca młode pokolenie do życia w społeczeństwie, ma być całkowite, nie może pomijać tak doniosłej strony życia ludzkiego.

Nauka kat.-społeczna jest wielkim rozdziałem etyki katolickiej, opartej o prawo przyrodzone, rozum i Objawienie. Ta katolicka etyka społeczna musi wychować i upowszechnić znajomość ideału sprawiedliwości społecznej i wskazać, że tylko na takim fundamencie można dokonać trwałej reformy, uleczyć choroby społeczno-gospodarcze i zapewnić dobrobyt i pokój społeczny.

Ponieważ współcześnie szczególnie wrażliwa na niesprawiedliwość społeczną jest młodzież, dzięki czemu ulega złudnym hasłom komunizmu, chociaż nie zawsze ona rozumie jego doktryną filozoficzną czy ekonomiczną — dlatego zwłaszcza młodzież należy programowo wychowywać w duchu katolickiej etyki społecznej i wyrabiać jej zdrowy pogląd na stosunki gospodarcze, rodzinne, zawodowe, obywatelskie i międzynarodowe. Młodzież musi być pouczona o życiu społeczeństwa, o wartości ścierających się w nim prądów, o warunkach bytowania warstw pracujących; gdy wychowanie katolickie tego nie zrobi, zastąpi nas komunizm.

Nie znaczy to, by gruntownie zmieniać wychowanie i nauczanie religijne, ale by je uzupełnić na tym punkcie, który szwankował.

2. Dopiero na tym tle będzie można w pełni rozwijać wartości moralne, niezbędne dla nowego ustroju. I tutaj duszpasterz zwróci się przede wszystkim do jednostki. W pracy wychowawczej nad nią duszpasterz wyłoży jej indywidualny i społeczny obowiązek gruntownej pracy nad sobą.

Obowiązek indywidualny, jako punkt wyjścia w pracy nakaże kandydatowi na członka przyszłego ustroju opanowanie swej woli, zharmonizowanie jej z prawem Bożym, uporządkowanie uczuć i namiętności, wyzbywanie się egoizmu, rozwijanie w swej duszy miłości bliźniego i tych cnót, bez których nie można mówić o utrzymaniu pomyślności społecznej. Już te osobiste przymioty mają kolosalny wpływ na życie społeczno-gospodarcze.

„Obyczaje bowiem chrześcijańskie—pisze Leon XIII—zachowywane pilnie wywierają wpływ korzystny na stan gospodarczy społeczeństwa; zyskują mianowicie łaskę Boga, początku i źródła wszystkich dóbr, powściągają nadmierne pożądanie bogactw i rozkoszy (I Tim. VI, 10), dwie plagi życia ludzkiego, które często biedakiem czynią bogacza obsypanego dostatkami; powodując zaś zadowalanie się warunkami życia i utrzymania skromnymi, obyczaje te uzupełniają dochody oszczędnością i chronią ludzi od występków, które pochłaniają nie tylko małe majątki, ale i bardzo wielkie fortuny, i które niszczą bogate ojcowizny” (R. N. s. 60 n.).

Nie można poprzestać jednak jedynie na tym względzie osobistym w zdobywaniu wartości moralnych; charakter ustroju korporacyjnego nakazuje człowiekowi zdobywać te wartości ze względów społecznych. Wprawdzie już indywidualne wartości człowieka mają społeczny rezonans, ale można je spotęgować, podnieść tym właśnie poczuciem solidarności społecznej w dobrem.

Człowiek jest istotą społeczną, i to nie tylko dlatego, że potrzebuje społeczeństwa dla pełni swego rozwoju, ale i dlatego, że społeczeństwu się udziela, coś mu komunikuje, wywiera nań wpływ, słabszy lub silniejszy, zły lub dobry, zależnie od wielu okoliczności. I dlatego człowiek nie jest istotą „prywatną”, ani też jego wartości, przymioty nie dadzą się odgrodzić murem od otoczenia.

Jaką wartość społeczną może mieć osobista wartość człowieka, aż nadto dobrze możemy to ilustrować na przykładach z życia świętych. I ten dział pedagogiki katolickiej należy starannie wykorzystać, by przełamać przesąd: religia, moralność — to rzecz prywatna. Nigdy tak nie było, a zwłaszcza w ustroju korporacyjnym, gdzie współżycie ludzi tak ściśle się zacieśnia, być tak nie może. Stąd społeczny nakaz indywidualnej pracy nad sobą.

Dostrzegamy tu ducha ustroju korporacyjnego, który z tylu przeróżnych stron podchodzi do człowieka i pomaga mu do rozwoju swej osobowości.

Poszlibyśmy zbyt dalego, gdybyśmy chcieli kreślić szczegóły tego programu wychowawczego. Zwróćmy uwagą tylko na niektóre punkty.

Nakazem ustroju korporacyjnego będzie wzbudzić w człowieku wolą indywidualnego postępu duchowego, wolę przekształcania społeczeństwa przez potęgowanie swych osobistych wartości. Duszpasterz musi rozwinąć w swym środowisku to pragnienie podnoszenia wzwyż siebie i otoczenia. Może tu wykorzystać wszystkie argumenty, którymi posługuje się Akcja Katolicka dla upowszechnienia idei apostolstwa świeckich i „królewskiego kapłaństwa”.

W tym procesie wychowawczym należy zmienić również całe psychiczne nastawienie, towarzyszące w obecnym ustroju pracy ludzkiej, a umocnione przez kapitalizm i marksizm. Człowiekowi nowego ustroju trzeba wyjaśnić, że praca człowieka nie jest towarem, ani też ciężarem, ale — z tytułu jego człowieczeństwa—praca jest jego obowiązkiem. W myśl ustroju korporacyjnego człowiek pracujący przejawia swego ducha społecznego, gdyż współdziała naprzód z Opatrznością Bożą w dziele wyżywienia rodzaju ludzkiego; współpracuje ze swym otoczeniem, kształcąc w sobie ducha solidarności w pracy; wreszcie — rozwija swoją osobowość, udoskonalając się wewnętrznie i rozwijając swe wartości duchowe. Ustrój korporacyjny ma przywrócić pracy ludzkiej właściwą jej rolę w życiu człowieka i społeczeństwa; by tę rolę należycie ocenić należy przygotować do niej i jednostkę i środowisko społeczne.

Doniosłe dla ustroju, opierającego się o zorganizowane zawody, jest wychowywanie obywateli w duchu katolickiej etyki zawodowej. Wymagania, stawiane członkom w ustroju korporacyjnym, będą o wiele większe, niż w systemie gospodarki kapitalistycznej. Człowiek musi zerwać z ideą zysku, jako jedynego celu gospodarowania, gdyż jest to cel sprzeczny z duchem ustroju korporacyjnego, który się będzie rządził zasadą gospodarowania dla zaspokojenia potrzeb społeczeństwa. Już to wymaga dużego poziomu etycznego od obywateli ustroju korporacyjnego.

Dziedzina to leżąca całkowicie odłogiem, zaniedbana w dużej mierze, wskutek utwierdzanego przez liberalizm gospodarczy amoralizmu gospodarczego, a sprowadzono przez socjalizm na teren walki klasowej. Wobec budzącego się w Polsce ruchu wychowania zawodowego i rozwijającego się wyzwolenia polskiego przemysłu i handlu, do którego garnie się lud, należy naprzód wypracować zasady etyki zawodowej. Muszą stać się one nadto przedmiotem rozważań i nauczania, zarówno w szkole, jak na ambonie, w organizacjach społecznych, gdyż coraz częściej okazuje się, że samo nauczanie katechizmu nie może wystarczyć dla przyszłego pracodawcy, zwierzchnika, młodego inżyniera, majstra, rolnika, kupca, rzemieślnika, sklepikarza itd.

Już prace 23 Tyg. Społ. Franc. w Milhuzie w 1931 r., nt. — La morale chrétienne et les affaires — podjęły ciężką próbę zorientowania się w tym rozległym i wszechstronnym materiale. Jak wynikało z odczytów zajęto się głównie etyką przedsiębiorcy fabrycznego, finansisty, pośrednika, natomiast pominięto zawody wolne, rzemiosło itp., gdyż nie było możliwą rzeczą dać szczegółowego opracowania zasad moralnych, a zwłaszcza właściwych dla każdego zawodu niebezpieczeństw i pokus, grożących w wykonywaniu każdego z licznych zawodów.

Należało by przynajmniej mocno podkreślać zasadę prymatu duchowego, który powinien dominować nad wykonywaniem zawodu, i jego działalność uzgadniać z ostateczną celowością katolicką. Da nam to przede wszystkim człowieka — katolika, który będzie ciągle świadom tego, że obowiązki jego moralno religijne rozciągają się na wszystkie jego czynności, a więc i zawodowe.

W podniesieniu poziomu etyki zawodowej powinno skutecznie pomagać poczucie solidarności społecznej, poczucie wzajemności usług, szlachetnej emulacji.

Rozdział etyki zawodowej dla ustroju korporacyjnego jest tak doniosły, że zależy odeń w dużej mierze, czy poszczególne korporacje zawodowe spełnią swe zadanie.

Dla wychowania społeczeństwa w duchu ideologii korporacyjnej wielce doniosła jest idea społecznej obrony warstw słabszych i niższych. Wprawdzie ustrój korporacyjny ma charakter wszechstanowy, wszechzawodowy, zrodził się jednak zasadniczo z ewangeliczne] idei społecznej obrony interesów jednostek gospodarczo i społecznie najbardziej zależnych, w duchu sprawiedliwości i miłości społecznej.

I dlatego nadal aktualna pozostanie nauka Kościoła o obowiązkach indywidualnych i społecznych wobec warstw upośledzonych, o obowiązkach wobec ubogich, o potrzebie chrześcijańskiego dzielenia się duchem i chlebem z biednymi, o jałmużnie. „Res sacra miser” — musi i nadal zachować swą wymowę: a nawet należy wrażliwość społeczną w ustroju korporacyjnym rozszerzyć na tym odcinku jak najdalej, by wola dążenia z pomocą stała się powszechnym obyczajem członków zbiorowości korporacyjnej.

Rozbudzenie idei niesienia pomocy społecznej warstwom ekonomicznie zależnym wpłynie również na wzmożenie się społecznej troski o dostarczenie pracy i środków utrzymania najszerszym warstwom społeczeństwa, co było główną troską w ustroju korporacyjnym średniowiecza, a co znajduje swój wyraz w enc. „Quadragesimo Anno”.

3. Wychowanie przez instytucje w duchu idei korporacyjnych. Dzieło przygotowania dla ustroju korporacyjnego można wykonywać w pewnym zakresie na terenie rodziny, społeczności religijnej, parafii i Akcji Katolickiej. Choć te instytucje nie będą tworzyć form korporacyjnych, jednak mogą wychowywać usposobienie korporacyjne.

W życiu rodzinnym należy wrócić do dawnego szerszego pojmowania rodziny, która obejmowała sobą nie tylko społeczność małżeńską i społeczność rodzicielską, ale nadto — na mocy analogii — i służbę domową. Nawiązując do tradycji chrześcijańskiej duszpasterze muszą uświadomić głowom rodzin ich rolę, jednoczącą wszystkich związanych węzłem rodzinnym, łub węzłem pracy w ramach rodziny. Wiele istnieje takich rodzin, które w swym gronie skupiają służbę, lub — jak rodziny rzemieślnicze — czeladników, a stosunek między nimi jest czysto kapitalistyczny. Wrócić do dawnego obyczaju rodzinnego, zespalającego rodzinę i pracujących bezpośrednio w jej ramach — to wytwarzać psychikę prekorporacyjną.

Na terenie życia społeczności kościelnej należało by wykorzystać te zwłaszcza momenty liturgiczne, które uzmysławiają zespolenie ludzi w jedną rodzinę Bożą. Wspaniałe mamy tu przykłady w liturgii Mszy Św., która, składana przez ręce kapłana w imieniu całej gminy chrześcijańskiej, zespala ją w jedno ciało, przenika i ożywia jednym duchem, dając gwarancję że „gdziekolwiek zgromadzi się was dwóch albo trzech w imię moje, tam i ja jestem z wami” (Mt. 18, 20).

Przyzwyczajać ludzi do modlitwy zbiorowej, społecznej, to znaczy przełamywać indywidualizm, który jest tak przeciwny duchowi korporacyjnemu.

Tego ducha wspólnoty rozwijać można dalej w życiu parafii, pojętej jako zbiorowość, jako gmina Boża, w której ludzie spod różnych znaków pracy, z różnych stanów, zawodów, warstw społeczoych, uświadamiają sobie łączącą ich wspólnie więź religijno-społeczną.

Wreszcie organizacje Akcji Katolickiej są też wdzięcznym polem do rozwinięcia pracy wychowawczej w duchu korporacyjnym. Już to samo, że organizacje te dziś w Polsce skupiają ludzi z różnych środowisk, ułatwia przełamanie dzielących ludzi różnic i uprzedzeń społecznych, co jest niezbędne, zwłaszcza dla zespolenia ludzi pracujących w jednym zawodzie, choć w różnym charakterze, bądź pracodawcy, bądź robotnika czy urzędnika. Dziś ten dystans jest olbrzymi. Zmniejszyć go należy za wszelką cenę i to jak najprędzej. Dla zmniejszenia tego dystansu dzisiejszy stan organizacyjny Akcji Katolickiej, o charakterze heterogenicznym, nie jest bez znaczenia.

Z czasem jednak, gdy struktura korporacyjna w naszym społeczeństwie będzie się wyraźniej zarysowywać, rozbudowa Akcji Kat. po linii zawodowej byłaby dla nowego ustroju bardziej doniosła od strony wychowawczej.

III. TWORZENIE I ROZWIJANIE PRZEDKORPORACYJNYCH FORM ORGANIZACYJNYCH — JAKO TRZECIE ZADANIE DUSZPASTERSKIE

Wychodząc z założenia, że społeczeństwo jest jednością, złożoną a wielu członków, w czym upodabnia się ono do organizmu ludzkiego — stwierdza się już w obecnym ustroju konieczność istnienia szeregu grup: społecznych, zawodowych itp., w których rozwija się życie ludzkie. W ustroju korporacyjnym liczba tych zespołów znacznie się powiększy, gdyż sam korporacjonizm, dążąc do możliwie najdalej posuniętej sprawiedliwości społecznej, tworzyć będzie cały szereg nowych zespołów, których zadaniem będzie zbliżyć życie zbiorowe do ideału sprawiedliwości społecznej.

I tutaj jednak konieczny jest pewien ustęp rozwojowy, by stopniowo przyzwyczajać ludzi do współżycia w coraz to wyższych, bardziej złożonych formach organizacyjnych.

Czy duszpasterz ma na tym odcinku jakie zadania do spełnienia? Zadania te nie będą szły dalej jak tylko do granic, które sobie wyznacza sam Kościół w działalności społecznej. Kościół zaś spostrzega pewnego hierarchicznego układu w działaniu; przede wszystkim nauczanie i wychowanie, wreszcie — działalność praktyczna.

Za działalność własną, płynącą z bezpośrednich uprawnień swoich, uważał Kościół przede wszystkim działalność religijną, rozwój bogactw i stowarzyszeń religijnych albo religijno-społecznych (Akcja Kat.), lub wreszcie dobroczynno-społecznych (akcja charytatywna).

Kościół jednak nie poprzestawał na tej działalności; rozwijał zastępczą działalność społeczną wobec warstw opuszczonych, ilekroć czynniki do tego powołane na mocy swego stanowiska społecznego, w tej pracy się zaniedbywały. W tym wypadku Kościół stwarzał instytucje oświatowe, opieki społecznej nad dziatwą, towarzystwa opieki nad młodzieżą robotniczą, rękodziełniczą, młodymi robotnicami, organizował stowarzyszenia robotnicze, zachęcał do zakładania nawet zawodowych i gospodarczych instytucyj.

O tej to działalności pisał Pius XI w „Quadragesimo Anno” następujące słowa:

„Działalność ta, podjęta w duchu miłości czynnej, zwróciła się przede wszystkim ku podniesieniu tej klasy społecznej, która wraz z świeżym rozwojem przemysłu wprawdzie urosła w wielką liczbę, jednak nie posiada w ustroju społecznym odpowiedniego dla siebie miejsca i stopnia. I skutkiem tego czuła się zaniedbaną i poniżoną. Mówimy o robotnikach. Ich to kulturalnemu podniesieniu kler tak świecki, jak zakonny, jakkolwiek obciążony innymi pasterskimi obowiązkami, poświęcił pod przewodem biskupów wiele pracy, z wielkim także dla ich dusz pożytkiem. A przepojenie umysłów robotniczych duchem chrześcijaństwa, dzięki temu wytrwałemu trudowi, w wysokim stopniu przyczyniło się do uświadomienia chrześcijańskim robotnikom ich prawdziwej godności i uzdolniło ich do podjęcia prawowitych i skutecznych wysiłków w kierunku postępu na podstawie wyjaśnienia praw i obowiązków swej klasy, a nawet do odegrania roli przywódców. Podjęto wreszcie liczne starania o zabezpieczenie wyższego poziomu utrzymania. Zgodnie bowiem te wskazaniami Papieża stworzono nie tylko dzieła dobroczynności i miłosierdzia. Nadto wszędzie powstały nowe i z każdym dniem coraz to liczniejsze — w myśl Kościoła działające, a często przez kapłanów kierowane — stowarzyszenia wzajemnej pomocy i spółdzielnie, z których korzystają robotnicy, rzemieślnicy, rolnicy i najemnicy wszelkiego rodzaju” (Q. A. s. 25 n.). 

W słowach tych wskazano jednocześnie zakres działalności społecznej, w której duszpasterz, zważywszy na szczególne okoliczności i racje, może i powinien wziąć udział. Na tym też odcinku może w tej działalności przyczynić się walnie do realizacji ustroju korporacyjnego.

1. By ożywić życie organizacyjne, uwydatnić znaczenie jego dla jednostki, należy często wyjaśniać, że człowiek nie może żyć i osiągnąć wszystkich swoich celów poza społeczeństwem — jest on społecznym stworzeniem, żyjącym w społeczeństwie. Jednostka sama sobie nie wystarczy. „Jakkolwiek cennymi byłyby jej przymioty, nie potrafi ona, bez społeczeństwa, w którym żyć jest dla niej koniecznością, ani zachować swego bytu, ani osiągnąć doskonałości umysłu i serca” (K. Sp. p. 2). I to również jest rzeczywistością, podobnie jak wysoka godność i własny cel człowieka. Gdy się na to położy dostateczny nacisk nie będzie niebezpieczny błąd indywidualizmu, przeceniającego prawa jednostki, z którego przecież tak niedawno wyzwolił się świat, i z którego następstw jeszcze się nie wyleczył. Nie jest indywidualizmem stwierdzać prawa osobowości człowieka, natomiast jest nim—nie doceniać roli i znaczenia społeczeństwa dla człowieka. Stąd, określając płynące z natury prawa człowieka, jednocześnie podkreślać należy, że do pełnego swego rozwoju człowiek dojść może, żyjąc w szeregu różnych społeczności: rodzinnej, religijnej, zawodowej, politycznej. Nie obejmują one całego człowieka, nie mogą znieść, przekreślić jego praw, jako osoby ludzkiej, jakkolwiek mogą je ograniczyć (K. S. 5). Jednostka — według słów kard. Pacellego bierze udział w życiu zbiorowym nie po to, aby zatracać swą osobowość, ale aby ją rozwijać (do prof. Duthoit).

Wypadnie zachęcać ludzi do współżycia społecznego, wskazując na doniosłą rolę różnych społeczności dla jednostki, jak społeczności religijnej, rodzinnej, zawodowej, społeczności zmierzających do celów szczegółowych (K. S. p. 9). Wypadnie przeciwstawić się dążnościom kolektywistycznym, które dążą do zerwania harmonii między życiem jednostki a życiem społeczeństw, chcąc uczynić ze społeczeństwa wielkie stado, w duchu materialistycznej fizyki.

2. Przejdźmy na teren poszczególnych społecznych organizacyj.

1. Organizacje zawodowe. W okresie przejściowym do ustroju korporacyjnego duszpasterz zetknie się z różnymi organizacjami, które mogą być wykorzystane dla przyszłego ustroju.

Na czoło wysuwają się tu zawodowe organizacje robotnicze, zwłaszcza Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich i Chrześcijańskie Związki Zawodowe. Nie ulega wątpliwości, że organizacje te stanowić będą i nadal ośrodek głównej pracy wśród robotników i na rzecz robotników. Gdyby bowiem nawet ustrój korporacyjny rozwinął się w pełni, organizacje te nadal — w tej czy w innej formie — będą zachowane, gdyż będą miały do spełnienia swe specjalne zadanie, reprezentacji interesów klasy; łączyć się zaś będą w korporacji na terenie zawodu z odrębnymi organizacjami pracodawców.

Jednak do tych nowych swych zadań, które spadną na organizacje zawodowe robotników, należy przygotować grupy zawodowe przez zmianę ich psychiki środowiskowej.

Dziś istniejące związki zawodowe, prawie wszystkie opanowane są duchem separatyzmu zawodowego, duchem walki klasowej, niechęci, jeśli nie nienawiści stanowej. Jak silny jest ten duch można wnioskować stąd, że przecież tak ogromny procent związków opanowany jest przez marksizm, a więc doktrynę szkodliwą duchowi korporacyjnemu.

Ducha tego trzeba będzie zwalczyć, jeśli ma się przygotować ludzi, zrzeszonych w związkach zawodowych do nowych zadań w ustroju korporacyjnym. Nadto trzeba będzie zwalczyć w Zw. Zawód, ducha wyłączności zawodowej, jaki dostrzega się w współżyciu związków zawodowych, nawet chrześcijańskich. Robotnicy są skłonni, pod wpływem walki o własne prawa, uważać je za najważniejsze, ważniejsze od interesów i praw innych grup społecznych. Stąd należy kształcić w nich ducha współdziałania dla dobra zbiorowości, tłumaczyć im, że obowiązkiem każdej grupy zawodowej jest dochodzić swych uprawnień w granicach dobra powszechnego, w myśl starej tomistycznej zasady: „qui quaerit bonum commune multitudinis, ex consequenti quaerit bonum suum” (S. Th. II, II, q. 47, a. 10 ad 2).

Należy wpajać w członków zawodu, że korzystanie z wielu praw, jak „z prawa posiadania, prawa wypowiadania myśli w prasie i w nauczaniu, prawa zgromadzeń i zrzeszeń jest w zasadzie, słuszne jedynie w granicach dobra” (K. S. p. 51).

Szczególnie w organizacjach Ch. Z. Z. należy rozwijać nadto program korporacyjnej przebudowy ustroju przez planową akcję oświatową, prowadzoną na tle encyklik społecznych. Trzeba być jednak bardzo oględnym w malowaniu obrazów przyszłego ustroju, realnym, unikać fantazji, nie obiecywać raju na ziemi, unikać zbyt technicystycznego pojmowania ustroju; natomiast należy wskazywać od jak wielu różnorodnych czynników zależy pomyślność przebudowy ustroju, jak ważną rolą odgrywa tu sama dobra wola człowieka, jego wysoka wartość moralna, jego kultura społeczna, zdolność do poświęceń i ofiary na rzecz zbiorowości itd. Za wszelką cenę należy uniknąć takiego usposobienia, w którym członkowie Z. Z. wszystkiego oczekują od innych, natomiast zwalniają się od wszelkich wysiłków.

Robotnikom należy stawiać w Z. Z. wielkie wymagania, zmuszać ich do osobistego wysiłku w pracy nad sobą, by uzdolnić ich do życia w przyszłym ustroju. Czuwać nad tym, by organizacja nie zabijała w swoim członku jego godności. Za punkt wychowania można przyjąć Foersterowską zasadę:

„Organizacja, która by nie szanowała praw poszczególnego człowieka, osłabiałaby swoje istnienie; kultura zaś osobowości, która by nie uwzględniała dyscypliny współdziałania zbiorowego, zrodziłaby nieład, w którym sama osobowość musiałaby ostatecznie zginąć.”

Wydaje mi się, że w Polsce obecnie chrześcijańskie związki zawodowe są najlepszą formą przygotowawczą do przyszłego ustroju korporacyjnego i dlatego energii na pracę w organizacjach zawodowych robotniczych nie należy żałować. Natomiast dołożyć wysiłku, by scementować rozbity dziś robotniczy ruch chrześcijański.

Instytucją, dziś bardzo przez duchowieństwo zaniedbaną, którą należało by otoczyć większą opieką, są cechy; nie dlatego, by do dzisiejszych ich form organizacyjnych należało przywiązywać większe znaczenie dla realizacji korporacjonizmu, ale dlatego, że zdolne są one wychowywać usposobienia korporacyjne. Wszak cech, w pierwszej swej koncepcji łączył ludzi w imię dobra zbiorowości, organizował ludzi wolnych dla wzajemnej pomocy, czuwał nad podniesieniem moralności zawodowej, walcząc z tzw. partaczami, których wykluczono z cechu, lub też konfiskując towar tandetny. Gdyby w cechach udało się podnieść ambicje zawodowe, podnieść wymagania etyki zawodowej, już to samo nie byłoby obojętne dla wykształcenia psychiki, sprzyjającej ustrojowi korporacyjnemu. Praca duchowieństwa miałaby tu wdzięczne pole do popisu.

2. Nowe organizacje zawodowe, oparte o ideologię katolicko-społeczną, są wysoce pożądane. W ostatnich czasach zaznacza się w niektórych miastach polskich dodatni prąd do tworzenia katolickich organizacji w oparciu o wykonywany zawód. Mamy już związek inżynierów katolickich, lekarzy, artystów, adwokatów i in. Jest to zjawisko wysoce pożądane, zwłaszcza, że spostrzegamy je na odcinku najtrudniejszym do zorganizowania na zasadach korporacyjnych. Kapłan, zaproszony do współpracy w takich organizacjach, nie może się odsuwać, bez widocznej szkody dla przyszłego ustroju. Oczywiście, praca w tych organizacjach nie jest łatwa; bo wymaga odpowiedniego gruntownego poznania nauki społecznej Kościoła. Należało by też dołożyć wysiłków, by tworzyć inne grupy zawodowe, podsuwając odpowiednią inicjatywę.

3. Organizacje, oparte o środowisko społeczne, też warto wykorzystać. Tu zaliczyłem zwłaszcza sodalicje mariańskie, które organizowane są stanowo, jak to: sodalicje inteligencji, ziemian, ziemianek, nauczycielek itp. Mamy u ich podstaw organizacyjnych pierwiastek środowiskowy, lub zawodowy, który silnie zespala grupę, dając wspólny niejako język, którym łatwiej się z członkami grupy porozumieć. Oczywiście w pracy na tym terenie zasadnicze znaczenie będą miały momenty oświatowo — wychowawcze w duchu korporacyjnej ideologii.

4. Wreszcie organizacje Akcji Katolickiej jako teren pracy organizacyjnej, o którym już wyżej wspominaliśmy.

Nie wyczerpaliśmy tu wszystkich możliwości i pól pracy duszpasterskiej na rzecz ustroju korporacyjnego. Widzimy, że są one ogromne. Jeśli jednak spełnione będą zadania omówione, teren dla przebudowy ustroju społecznego w dużej mierze będzie przygotowany.

x. Stefan Wyszyński

Źródło: X. Stefan Wyszyński, Co duszpasterz może zrobić dla urzeczywistnienia ustroju korporacyjnego, w: Korporacjonizm – praca zbiorowa, Lublin, Towarzystwo Wiedzy Chrześcijańskiej Ogólnego Zbioru Tom 49, 1939, ss. 251-279. Praca powstała na podstawie wykładów na KUL pod dostojnym protektoratem J. E. Ks. Biskupa Mariana Fulmana, Ordynariusza Lubelskiego.

  1. K. Adam, Jezus Chrystus. Poznań 1936. s. 28.  
  2. H. Krahelska, M. Kirstowa, St. Wolski, Ze wspomnień inspektora pracy. 2 tomy. Warszawa 1936. s. 414, 270.  

Przeczytaj też: